Koło Przewodników im Antoniego Mizi
przy Oddziale Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego
w Bytomiu
ul. Kościelna 2, 41- 902 Bytom tel. (032) 797 46 07
przewodnicy.pttkbytom@interia.pl

Aktualności O Kole Galeria Przewodnicy w obiektywie Relacje z wyjazdów Program spotkań Polecane strony Biuletyn Bytomik

"BARAN 2007 CZYLI PRZEWODNICY W KOSMOSIE"

     Zgodnie z wieloletnią tradycją 27 i 28 października wybraliśmy się na dorocznego "Barana". W zimny i mglisty poranek wyładowaliśmy się na Kubalonce, gdzie - w zastępstwie chorego kolegi Jacka Urbana, organizatora tegorocznego wyjazdu - Szlakiem Planetarnym poprowadził nas sam Wódz, Szef i Prezes Krzysztof Mikucki. Nasz "pojazd kosmiczny" o napędzie nożnym , mimo niesprzyjających warunków pogodowych, sprawnie pokonywał odcinki pomiędzy kolejnymi planetami, na postojach przyswajając wiedzę astronomiczną hojnie dawkowaną przez Prezesa. Zgoła "nieastronomicznym" urozmaiceniem była wizyta w domu rodzinnym Jerzego Kukuczki, gdzie po mikroskopijnej rozmiarami, lecz pełnej pamiątek po wielkim himalaiście izbie pamięci oprowadzała nas Jego małżonka, pani Cecylia Kukuczka (wcześniej Krzysiek, wykorzystując czas dojazdu na Kubalonkę autokarem, przypomniał nam życiorys i osiągnięcia Jerzego Kukuczki).

     Z iście kosmicznym entuzjazmem nieco zziębnięci uczestnicy przyjęli kolejny punkt programu, jakim był połączony z degustacją znakomitego ciasta postój w pobliskim pensjonacie "Helena". Pokrzepieni na ciele udaliśmy się w dalszą drogę, a ponieważ ostatnia planeta Układu Słonecznego, Pluton, nie cieszy się ostatnio popularnością wśród astronomów, toteż końcowy odcinek szlaku pokonaliśmy nieco "nielegalnie" - autokarem. W znanym bywalcom Beskidu Śląskiego muzeum "Na Grapie" powitał nas bratanek jego założyciela, Stanisław Rucki. Pan Stanisław nie tylko wyczerpująco opowiedział o dziejach muzeum i zbiorach, ale także podzielił się z nami wspomnieniami z dzieciństwa. W jego opowieści martwe eksponaty przeradzały się w elementy fascynującej rzeczywistości, którą pasjonaci góralskiej kultury skupieni wokół muzeum próbują uratować od zapomnienia.

     Dodatkowym urozmaiceniem był... brak prądu, który dotknął chyba całą Trójwieś. Nie przeszkodziło to koledze Eugeniuszowi Gnacikowi (który w Beskidach wszędzie ma znajomych) zorganizować dodatkowego punktu programu, jakim była wizyta w Ośrodku Edukacji Ekologicznej w Istebnej. Wykład pani leśnik na tle beskidzkiej panoramy był interesujący nawet "unplugged" (dodajmy, że prąd wrócił w chwili, kiedy zdrożeni uczestnicy dokonali w sklepie zakupów potrzebnych do..., powiedzmy, że do uświetnienia wieczornego ogniska).

     Na nocleg przyjął nas poczciwy Dom Turysty PTTK "Nad Zaporą" w Wiśle. Zapowiedziane przez Prezesa pokoje siedemnastoosobowe okazały się "dwójkami" i "trójkami", przy czym najbardziej cieszyli się koledzy, którym przydzielono pokój 112. Mimo ponawianych propozycji, nie daliśmy się im przekonać, że to pokój... ratunkowy.

     Po obiedzie, przywołującym najświetniejsze tradycje "żywienia zbiorowego" minionego okresu (ech, te buraczki, te buraczki!) odbył się pierwszy z oficjalnych punktów "Barana" - głosowanie na Przewodnika Roku. Zgodnie z tradycją, wskazywanie kandydatów jest osobistą prerogatywą Prezesa. W tym roku nominacje otrzymali Katarzyna Gorzak, Janusz Gańczarczyk i Eugeniusz Gnacik. Komisja skrutacyjna po skrupulatnie przeprowadzonym tajnym głosowaniu zachowała ogłoszenie jego wyników do wieczornego ogniska. To zaś rozpoczęło się gawędą dostojnego gościa tegorocznego "Barana", wieloletniego członka naszego koła, księdza prałata Jerzego Pawlika. Przypomniał w niej o miejscu człowieka w naturalnym środowisku i właściwej postawie przewodników wobec niego. Następnie kolega Henryk Wilk, honorowy prezes koła, wspomniał kolegów, którzy odeszli na Wieczną Wędrówkę.

     Wyczekiwane z niecierpliwością wybory Przewodnika Roku wygrał miażdżącą przewagą głosów (wyraźnie wzruszony) Gienek Gnacik. Warto wspomnieć, że kilka dni wcześniej Gienka spotkał inny zaszczyt - został kustoszem Muzeum Turystyki Beskidu Śląskiego PTTK na Przysłopie.
Kolejne punkty programu miały już zdecydowanie mniej (a nawet zupełnie nie) poważny charakter. Przede wszystkim zadość uczyniono tradycji wręczenia korzenia "Żeńsię". Otrzymuje go, co roku kolega, który - w zgodnej opinii koła - powinien zmienić stan cywilny. Korzeń z rąk Sebastiana Maintoka (niestety, nie pomogło) przejął Krzysztof Mazur. Do znanych atrybutów związanych z korzeniem, czyli szlafmycy i ręcznika z niekompletnie odzianymi paniami, dołączyły w tym roku... kapcie (podpatrzyliśmy, że były rozmiaru 38, wnioskujemy zatem, że przeznaczono je dla przyszłej pani przewodnikowej). Ponieważ kolejne punkty programu były już "całkiem zupełnie" niepoważne, redakcja Bytomika postanowiła zrezygnować z ich szczegółowego relacjonowania. Choć właściwie... Warto wspomnieć, że późną nocą koledzy z w/w pokoju 112 odkryli, że w szałasie, gdzie wcześniej odbywał się "Baran", toczy się... zebranie tajemniczej sekty. Rychło okazało się, że to nie sekta, a grupa uczestników, którzy postanowili przy ognisku kontynuować spotkanie na niwie muzyczno-choreograficznej (z wydatnym wsparciem produktów nabytych w nieoświetlonym sklepie).

     Niedzielę rozpoczęliśmy mszą świętą, którą w kaplicy gościnnych ojców pasjonistów w Nowej Osadzie celebrował ks. prałat Pawlik. Po śniadaniu ruszyliśmy do Jaworzynki, gdzie naszym celem był Bank Genów Świerka na Wyrchu Czadeczce. Pilotowany przez miejscowego leśnika nasz kierowca udowodnił, że autokar turystyczny jest to pojazd uniwersalny, którym można jeździć nawet po drogach... węższych od autokaru. Na miejscu nagrodziliśmy go rzęsistymi brawami. Zwiedziliśmy pokazową wolierę głuszców i wysłuchaliśmy prelekcji o arcytrudnym zadaniu, jakiego podjęli się beskidzcy leśnicy - reintrodukcji głuszca do jego naturalnego środowiska. Następnie przyszedł czas na zwiedzenie Muzeum Świerka oraz miejsca, gdzie "normalnych" turystów się nie wpuszcza - właściwego Banku Genów Świerka. Obejrzeliśmy także znajdujący się w pobliżu drzewostan, z którego pozyskuje się nasiona.

     Ostatnim punktem niedzielnego programu był spacer na Trzycatek - styk trzech granic państwowych, odnowiony ostatnio dzięki transgranicznej współpracy. Niektórym kolegom mało było jednak spacerów po kładkach (to dobre dla wycieczek szkolnych...), postanowili zatem, ryzykując zjechanie po śliskiej skarpie, osobiście dotknąć znajdującego się w głębokim jarze obelisku, ustawionego w punkcie styku granic. Ponieważ wykonano stosowną dokumentację fotograficzną, nie wątpimy, że na najbliższym zebraniu Prezes wyciągnie konsekwencje tej karygodnej niesubordynacji.

     A dalej? Dalej wypada tylko powiedzieć nieobecnym: "Żałujcie, bo tegoroczny >>Baran<< był bardzo udany!".

MGD